Aneta Awtoniuk - trenerka biznesu, coach

TwitterFacebook

Aneta Awtoniuk coach, trenerka biznesu

Refleksje

Ludzie-jemioły

Fot. Silar, licencja: CC BY SA 4.0, Wikimedia Commons
Fot. Silar, licencja: CC BY SA 4.0, Wikimedia Commons

Czas spotkań, życzeń i wskazywania co cenimy w drugim człowieku. Niektórzy mówią, że to czas magiczny. Zgadzam się z nimi. Ta magia powoduje, że z nas wszystkich wychodzi to co nas najlepiej określa. Samo. Bez żadnego psychoanalityka i sesji na leżance. Po prostu.

Jedni z obłędem w oczach biegają po sklepach z hasłem godnym lewicowej partii „prezenty dla wszystkich!”.Wydają ostatnie pieniądze, byle tylko pokazać znajomym i rodzinie… no właśnie co?

Inni z oburzeniem komentują wyjazdy na święta jak najdalej od rodzinno-towarzyskiego zamieszania przy stole, bo „jak tak można, nie pojechać na święta do domu”. Chytrusy, jadą na gotowe, nie sprzątają, nie pieką, nie gotują, obrońcy tradycji całą gębą. Ciekawi mnie, czy gdyby zapytać panią tego domu, do którego tak chętnie zjeżdżają na tradycyjną wigilię czy zechciałaby pojechać na święta z rodziną gdzieś, gdzie jej wszystko podadzą a ona będzie mogła posiedzieć przy stole jak normalny gość, a nie latać między kuchnią a salonem donosząc talerzyki, kawki, filiżaneczki, potraweczki, kompociki…, to czy broniłaby tak zaciekle idei „jechania na święta do domu” w formie zwalania się do mamusi na gotowe.

Jeszcze inni podarowują doświadczenia. Dbają o to, żeby ich bliscy dostali od nich emocje, wrażenia, nową umiejętność… to znacznie ładniejsze niż skarpety. I często bezpłatne, jeśli wypływa z serca obdarowującego i np. z dosłownej pracy jego rąk.

Są i inni, na pewno znasz takich, którzy nie pasują do żadnej z wymienionych przeze mnie kategorii.
Nie aspiruję do przeanalizowania zachowań okołoświątecznych homo sapiens, ot, dzielę się spostrzeżeniami. Lubię mieć czas na refleksję i korzystam z niego. Nawet kosztem umycia okien na święta. Wychodzę z założenia, że ci, którzy mnie odwiedzają, szczególnie w tym czasie, przychodzą by wspólnie pobyć a nie wykonać test białej rękawiczki.

Najwięcej o nas mówią jednak życzenia, jakie składamy innym. Treść, forma, wybrana chwila. To zresztą dotyczy wszystkich sytuacji, nie tylko świątecznych. Mógłby się na tym doktoryzować niejeden psychiatra. Np takie połączenie: ludzie zabiegający o prezenty dla wszystkich i wręczający te prezenty w reklamówce ze sklepu ze słowami „wszystkiego najlepszego” albo lepiej „wesołych świąt”. Duża rzecz. Taka doceniająca obdarowanego.

Najciekawsze z punktu widzenia informacji dostarczanych na własny temat są życzenia, które autor składa wyłącznie z myślą o sobie i własnych oczekiwaniach pomijając odbiorcę.
W tej kategorii znajdą się bezdyskusyjnie „żeby w tym roku powiększyła ci się rodzina” – jedna z najbardziej chamskich odzywek, jakie można skierować do drugiego człowieka. Nawet nie będę tego analizować, bo jest to tekst z kategorii: gdy to usłyszysz, weź torebeczkę i uciekaj od ludzi, którzy cię nienawidzą, bo ich serca wypełniają tylko oni sami.

Dodaję tu też bez wahania „żebyś wreszcie był szczęśliwy” – tekst stawiający się tak wysoko ponad odbiorcą życzeń, że aż autor traci go z oczu. Co znaczą takie życzenia? Ja czytam je jako: bądź szczęśliwy jak ja, a to będziesz mógł osiągnąć, gdy będziesz żyć jak ja, bo ja wiem najlepiej, jak powinieneś żyć.

Ostatnio znajoma zapytała, jak odpowiedzieć na takie życzenia. Jako coach mówię: odpowiedz jak chcesz, możesz powiedzieć wszystko, bo autor tych życzeń zwolnił cię nimi z trzymania konwenansów sam je łamiąc.
Prywatnie odpowiadam w takich sytuacjach: dziękuję, tobie życzę, żebyś był szczęśliwy jak ja.

To wszystko przebiją „serdeczności” od bliskich, którzy zebrali w trakcie wspólnego życia/ trwania relacji wiedzę o twoich kompleksach, wstydach, niepokojach, obawach i wykorzystują ją ”dobrze” ci życząc.

Życzenie komuś, kto boryka się z nieznajomością języków obcych ”żebyś wreszcie nauczył się angielskiego” jest tak samo eleganckie jak powiedzenie otyłej osobie „życzę ci, żebyś schudł” a nawet jak powiedzenie brzydalowi „wypiękniej”.

Sama znam takich ludzi, najpierw zbierają „wrażliwe” dane, a potem wykorzystują je przeciwko, szydząc - najczęściej w towarzystwie - z człowieka, o którym wiedzą. Nazywam ich ludzie-jemioły, bo pasożytują na cudzych emocjach, karmią się nimi wykoślawiając szczerość relacji aż do jej uschnięcia. To, że zdaję sobie sprawę, że wynika to z ich kompleksów, poczucia niższości, zazdrości lub też po prostu z pustki we łbie i inteligencji emocjonalnej na poziomie żuka gnojaka nie zmienia mojego obrzydzenia takim postępowaniem.
Prowadząc sesje w okolicach świąt, co roku słyszę od podopiecznych obawy przed spotkaniem z takimi ludźmi.

Kochani, jedno co mogę wam wszystkim tutaj napisać, wam, borykającym się ze świąteczną atmosferką szczerutkich życzonek od prawdziwiutkich przyjaciół i milusich spotkanek z rodzinką – rozmowy o pogodzie i programie telewizyjnym też są ok. Jeśli ktoś nie potrafi docenić, że otwieracie przed nim serce, stańcie przed nim otworem. Tym drugim.

Wesołych świąt bez emocjonalnej napinki! Chroń siebie, to jedyne co masz naprawdę.

Pozytyw na koniec: życzenia zdrowia zawsze na propsie ;)

Aneta Awtoniuk
coach rozwoju osobistego, trener biznesu

» refleksje