Aneta Awtoniuk - trenerka biznesu, coach

TwitterFacebook

Aneta Awtoniuk coach, trenerka biznesu

Refleksje

Sztuka budowania relacji

Żeby mieć dobre wspólne życie konieczne jest zaufanie. Dotyczy to wszystkich gatunków. Czy w trudnych sytuacjach twoi bliscy mają w tobie oparcie? A twój pies?

Kiedy zwierzę ci ufa, oddaje zarządzanie sytuacjami, które uznaje za trudne, przyjmuje twoje propozycje i współpracuje, pozwala na wszelkie zabiegi pielęgnacyjne, chętnie bawi się z tobą i chce spędzać z tobą czas. Zaufanie, które odczuwasz i ty i pies ma swoje czytelne przełożenie na hormony obecne w waszych organizmach. Za powstawanie więzi odpowiedzialna jest m.in. oksytocyna. Hormon ten wydziela się przy bliskim kontakcie. Dzięki niej człowieka i psa łączy przywiązanie. I to dlatego pies cierpi, gdy zostaje sam w niezrozumiałej dla siebie sytuacji.

Zastanawiam się, czy wiedzą to i co czują (!) pani z czarnym dużym psem, pan z mieszańcem berneńczyka, pan z beżowym kudłaczem, pan z labradorem, pan z niewielkim rudym kundelkiem, pani z owczarkiem… wszyscy oni przywieźli swoje psy do lecznicy z podejrzeniem babeszjozy. Wszystkie te psy wymagały podania kroplówek, zastrzyków itp. I wszystkie te psy zostały porzucone przez swoich ludzi.

Gdy okazało się, że kroplówka zajmie więcej czasu niż zastrzyk, państwo właściciele zostawili psy w klinice i udali się do domów. Psy nie wymagały operacji, skomplikowanych zabiegów w części szpitalnej, do której osoby postronne wchodzić nie mogą. Psy nie wymagały narkozy, po której i tak byłyby nieprzytomne, więc po zaśnięciu mogłyby spokojnie zostać pod opieką lekarzy i anestezjologów. Psy wymagały kroplówek. Spokojnego leżenia przez jakiś czas i powolnego przyjmowania leku ratującego życie. Ludzie więc jeden po drugim zostawili je jak samochody w warsztacie samochodowym. Pies się zepsuł, więc ma być naprawiony i tyle.

Patrząc jak ledwo stojące na łapach psiaki, z mętnymi oczami i gorączką 41 stopni ostatkiem sił wyrywają się za swoimi ludźmi wychodzącymi z lecznicy, żeby wrócić do stołu, no bo przecież święta są, rodzinne, rozpłakałam się.

Kim trzeba być, żeby zostawić chorego przytomnego psa samego w obcym miejscu z obcymi mu ludźmi i wrócić do żarcia i świątecznej imprezy?

W kolejnych dniach, przez 6 godzin kroplówki mojego psa w klinice pojawiali się wciąż nowi ludzie z wciąż nowymi chorymi psami i kotami. Pierwszego dnia ze swoimi walczącymi o życie zwierzętami zostały 2 osoby. W następnych nikt.

Aneta Awtoniuk
coach rozwoju osobistego, trener biznesu

» refleksje