Aneta Awtoniuk - trenerka biznesu, coach

TwitterFacebook

Aneta Awtoniuk coach, trenerka biznesu

Refleksje

Pasja

pedro alves, Flickr, licencja: CC-BY 2.0
pedro alves, Flickr, licencja: CC-BY 2.0

Pasja ważna rzecz. Sprawia, że życie ma smak. Koncentruje nas na sprawach miłych. Dzięki niej łatwiej radzimy sobie ze sprawami, które są dla nas wręcz przeciwnie. Pasja rozładowuje stresy, uczy wytrwałości, koncentracji, skupienia na celu. Problem pojawia się, gdy pasja staje się życiem. Gdy oprócz tego, co cię kręci, nie chcesz i nie zajmujesz się niczym innym. Nie sprzątasz w domu, nie spotykasz się z przyjaciółmi, którzy są spoza kręgu, ba! uznajesz ich za dewiantów, którzy nie rozumieją, na czym świat polega. Przestajesz przygotowywać jedzenie, bo zajmuje za dużo czasu, który przecież możesz przeznaczyć na pasję. Cierpisz, gdy rzeczywistość stawia ci na drodze inne sprawy, którymi warto się zająć. W rezultacie je olewasz. Nie są wszak twoją pasją. Szkoda na nie czasu. Unikasz bycia sam ze sobą, najwięcej radości sprawia ci przebywanie z ludźmi, którzy mają pasję taką jak ty. Rozmawiasz z nimi godzinami o jednym, oglądacie filmiki i zdjęcia w sieci, analizujecie, komentujecie, wymieniacie pomysły – wszystko wokół TEGO tematu. Współpasjonatów oceniasz na podstawie tego, ile czasu poświęcili na pasję danego dnia. Gdy mówią lekko, że ani minuty, zapiera ci dech w piersiach i źle o nich myślisz. Jeśli nieszczęśliwie twoja pasja wiąże się z fizycznym wysiłkiem, masakrujesz swoje ciało do granic możliwości. Wyjaśniasz, że to dlatego, że nie jesteś leniwy, a twoja pasja wymaga rozwoju, ciągłego doskonalenia się i przekraczania strefy komfortu. Twoje naczelne hasło: ból znaczy postęp.

Takich ludzi widzę przed sobą czasem na sesjach coachingowych. Przychodzą, gdy okazuje się, że dotarli do ściany. Nie potrafią zrozumieć, jak to się stało, że wszyscy, którzy dzielili z nimi pasję, mają też życie – weszli w związki, mają dzieci, zmieniają pracę, mieszkanie czy choćby idą na kurs całkiem odległy od pasji. Oni zostali sami. Nie mają z kim godzinami analizować, oglądać, komentować, bo po spotkaniu wszyscy inni w poczuciu szczęścia, jakie dała im realizacja pasji, śmigają do domów, do ukochanych, do pracy, do reszty życia. Wypaleni hobbiści przychodzą po pomoc, gdy wszystko, na co postawili, doprowadziło ich do szpitalnego łóżka, na które trafili z wyczerpania. Szukają pomocy, dopiero gdy zaczynają mieć poczucie, że – poza mistrzostwem w pasji –zawalili wszystko inne w swoim życiu.

W jakim życiu?! Tacy ludzie nie mają życia. Zapadli się w coś, co miało dawać im dobro, wspomagać i inspirować. Tymczasem żyją wyłącznie jedną sprawą, którą zdeformowali tak, że stawia ich teraz w szeregach sekciarzy, a nie hobbystów. Są uzależnieni. Ograniczeni. Pasja ważna rzecz. Dopóki masz czas na życie, mając pasję, wszystko jest w porządku. Gdy jednak wszystko, absolutnie każde swoje działanie, podporządkowujesz jednemu, zastanów się, czy wciąż masz życie. Ucieczka w tzw. pasję jest wygodna. Daje ci poczucie bezpieczeństwa. Zajmujesz się czymś znajomym i oswojonym. Nie ryzykujesz. Zawsze masz wymówkę, by nie zajmować się tym, czego nie lubisz i nie chcesz. Twój świat staje się pozornie prosty, pozornie poukładany. Jednak między prostotą a prostactwem jest wyraźna granica. Podobnie, jak poukładaniem nie jest jedna prosta linia. Sekciarstwo to nie hobby, a ucieczka nie jest rozwojem. Pasja ważna rzecz. Dopóki nie zastępuje ci życia.

Aneta Awtoniuk
coach rozwoju osobistego, trener biznesu

» refleksje